Czy zawsze musi się podobać?

0

Czytając różne blogi mam poczucie, że wszyscy zawsze idealnie dobierają kierunki wyjazdów, noclegi, środki transportu i zawsze wszystko jest naj… najciekawsze, najlepsze, idealne, najcudowniejsze i jeszcze do tego poza utartym szlakiem. Tyko brać przykład i jechać. Czasem natykam się na mały dopisek w artykule co można sobie darować, ale w sumie i tak wszystko jest naj. Naprawdę? Czy nie zdarzyło się wam pojechać do miejsca, które was rozczarowało? W którym niekoniecznie wam się podobało? I którego wcale nie polecacie?

Na postrzeganie miejsca może mieć wpływ wiele czynników – samopoczucie danego dnia, to czy jesteście wyspani, w jakich warunkach spędziliście ostatnia noc, czy akurat pokłóciliście się z partnerem, czy zwiedzacie sami czy z towarzystwem, słaba obsługa kelnerska podczas obiadu, warunki jaki zastaliście na miejscu, wiedza na temat danego obszaru (czy raczej brak tej wiedzy albo brak pewnej wrażliwości np. estetycznej). Pomijając jednak te czynniki uważam, że mamy prawo do tego, by nam się nie podobało. Mam prawo do tego, by wbrew wszystkim powiedzieć „a mi się w Andaluzji w ogóle nie podobało”. I mam nie tyle prawo do tego aby tak powiedzieć, ale również do tego by nie być przekonywaną, że myślę niewłaściwym torem i należy przedstawić mi wszystkie argumenty, które udowodnią, że jestem w błędzie. Bo mam prawo czuć tak czy inaczej, niezależnie co za tym stoi. Nie podobało mi się na andaluzyjskim wybrzeżu, bo nie jestem typem plażowicza. Do tego było kosmicznie drogo, co nie wpływało na komfort podróżowania. Nie podobało mi się w wietnamskim Mui Ne, bo pokój hotelowy był tak bardzo poniżej standardu, którego potrzebuję, że marzyłam jedynie o ucieczce z tego miejsca. Nie oczarowało mnie Ha Long Bay bo widziałam podobną przyrodę kilka lat wcześniej (i Jacek wtedy nie chorował więc było przyjemniej). Nie powaliły mnie na kolana wsie w Krainie Otwartych Okiennic, bo wśród takich domów spędziłam całe dzieciństwo, więc nie były one dla mnie ani nowe, ani egzotyczne. Nie wróciłam zachwycona Maltą jak wszyscy inni, co nie znaczy że w ogóle mi się tam nie podobało. Nie spodobała mi się kuchnia Wietnamu, bo poprzeczka oczekiwań postawiona była znacznie wyżej…

Wiem, że wiele osób czuje zupełnie inaczej, kiedy myśli o wymienionych w poprzednich zdaniach miejscach. I bardzo dobrze. Jesteśmy różni, mamy różne upodobania, różne potrzeby, różne rzeczy nas cieszą… świat jest dla wszystkich i każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Nie przekonujmy tylko siebie nawzajem, że jeśli ktoś myśli X a nie Y znaczy, że należy go naprowadzić na „właściwą” drogę. Nie chcesz przecież żeby ktoś uznał, że to ciebie trzeba przekonać do jego racji.

I na koniec mały postulat do blogujących braci i sióstr. Piszcie uczciwie jeśli wam się nie podoba.

Skomentuj, dyskutuj, wpisz swoje własne wrażenia