Pierwszy raz rodzice zabrali mnie do Grodna kiedy miałam 8 albo 9 lat. Był to czas turystyki handlowej, kiedy to my, Polacy, jechaliśmy na Białoruś po dobra (a konkretnie do Związku Radzieckiego) . Przed naszym przyjazdem tutaj zadzwoniłam do mamy, by popytać o kilka rzeczy i wspominałyśmy jak w tamtych czasach przywoziło się do Polski telewizory i złoto, a teraz dokładnie takie same produkty Białorusini kupują w Polsce. No dobra, ale nie o turystyce zakupowej miał być ten tekst 😊 W Grodnie byłam później jeszcze kilka razy, w tym 10 lat temu jako osoba już dorosła. Kiedy więc Jacek napomknął, że chce tu przyjechać pokazałam mu zdjęcia sprzed tych 10-ciu lat i zapytałam „czy na pewno chcesz tu jechać? Przecież to tylko beton i nic ciekawego”. Nasz przyjazd tutaj w tym roku potwierdza moje zdanie – nic specjalnego nie ma w Grodnie, by wpisywać go na listę swoich podróżniczych marzeń. Ale ten przyjazd okazał się dla mnie wyjątkowy – był bardzo sentymentalny, i mimo iż główne miejsca turystyczne kojarzyłam przede wszystkim z wycieczką sprzed 10-lat, to rozglądałam się również za wspomnieniami sprzed blisko 30 lat, kiedy przyjechałam tutaj po raz pierwszy. Pokazałam Jackowi sklep sportowy, w którym kupiłam moje pierwsze (i jedyne) hula hop, dworzec z którego wracaliśmy do Białegostoku pociągiem. Szukaliśmy samolotu, który stał w tamtym czasie w parku i w którym oglądałam bajki, bo było w nim kino. Wyjazd, na który nie miałam ochoty, zamienił się w sentymentalną wędrówkę w czasie.

Myślę, że spora część osób przyjeżdżając na Białoruś szuka pewnego rodzaju egzotyki. Moim zdaniem nie znajdziecie jej tutaj. Grodno wygląda jak przeciętne polskie miasto, z tą może różnicą że jest bardzo uporządkowane i czyste. Na deptaku zauważycie, że mieszkańcy spędzają czas podobnie jak my – w kawiarniach i restauracjach albo po prostu spacerując z góry w dół i z powrotem. Park Dolina Szwajcarska upatrzyła sobie głównie młodzież, która okupuje większość dostępnych ławek. Różnicą do zachodnio-europejskiego sposobu spędzania czasu jaką zaobserwowałam jest uczestniczenie w publicznych zajęciach tańca (minęliśmy się z kilkoma grupkami, które oddawały się tańcu w rytm muzyki na żywo i prowadzone przez samozwańczego wodzireja 😊) – ale to z kolei przywiodło mi skojarzenia z Azją, gdzie normą są grupowe zajęcia fizyczne na świeżym powietrzu.

Grodno – drewniana chata w centrum miasta

Podczas moich pierwszych wizyt w Grodnie na przełomie lat 80. i 90. nie zwiedzałam zabytków, jestem tego pewna. W 2007 roku zostałam po nich obwieziona. Tym razem (w 2017) obeszliśmy je na spokojnie razem. O to miejsca, które trzeba zobaczyć w Grodnie:

Plac Sowiecki

Występ lokalnego zespołu na Placu Sowieckim

Główny plac miejskich wydarzeń. Uporządkowana wielka betonowa przestrzeń, bogato przyozdobiony kwiatowymi klombami. To przy nim na wysokim postumencie ustawiony został czołg T34, i to od tego placu warto rozpocząć zwiedzanie miasta. Od Placu Sowieckiego w kierunku ulicy Orzeszkowej ciągnie się miejski deptak, a do Niemna jest przysłowiowy „rzut beretem”.

Grodno – deptak miejski w niedzielne popołudnie

Barokowy Kościół św. Franciszka Ksawerego

Biały kościół o turkusowym dachu niejednokrotnie był moim drogowskazem – może to słabe porównanie, ale podobnie jak w Warszawie PKiN, w Grodnie dach tego kościoła wskazywał mi gdzie znajduje się centrum. Przed wejściem pomnik Jezusa niosącego krzyż, który przypomina ten sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

Kościół św. Franciszka Ksawerego w Grodnie

Teatr Dramatyczny

Jego charakterystyczna sylwetka ma przypominać koronę. Posadzony nad brzegiem Niemna zwraca na siebie uwagę z daleka, jeszcze gdy jesteśmy na drugim brzegu rzeki.

W weekend jest to miejsce spotkań lokalnej młodzieży, która ćwiczy tu skoki na desce, mijana od czasu do czasu przez wystrojone panie udające się na spektakl.

Teatr w Grodnie

Promenada wzdłuż Niemna

Jacek się ze mnie śmieje, bo zachwycałam się promenadą w moich grodzieńskich wspomnieniach. Rzeczywiście 10 lat wcześniej zrobiła na mnie ogromne wrażenie, ale zapewne dlatego że w Białymstoku w ogóle nie mamy rzeki (Białą trudno tak określić) i taki spacer po betonowym chodniku wzdłuż Niemna wydawał mi się bardzo romantyczny. Dzisiaj jeśli miałabym ją porównać do nadwiślańskich bulwarów w Warszawie, czy nawet wiele skromniejszych w Krakowie, to trochę mi wstyd tych wspomnień 😊

Schody w kierunku promenady. Na górze po lewej – Stary Zamek.

Stary i Nowy Zamek

Grodno ma dwa zamki – Stary i Nowy. Jeden znajduje się w sąsiedztwie drugiego. My ich w środku nie zwiedzaliśmy, zajrzeliśmy jedynie na dziedziniec Nowego.

Nowy Zamek w Grodnie

Cerkiew świętych Borysa i Gleba

Cerkiew świętych Borysa i Gleba w Grodnie

Znajdująca się na skarpie nad Niemnem cerkiew doznała swego czasu uszczerbku z racji właśnie swojego usadowienia. Otóż kiedyś część skarpy osunęła się, a wraz z nią niemalże pół budynku. Dlatego dzisiaj część fasady jest murowana, a ta od strony rzeki – drewniana. W środku jest niewiele miejsca mimo iż budynek z zewnątrz wydaje się potężny. Na ścianach dużo ikon, kilka zapalonych świec, które nadają charakterystycznego dla cerkwi zapachu. Na zewnętrznej fasadzie zauważalne fragmenty mozaik.

Cerkiew świętych Borysa i Gleba w Grodnie

Wielka Synagoga

Odnowiona frontowa fasada niestety ale swoje piękno pokazuje przede wszystkim kierowcom autobusów. Przed Wielką Synagogą zorganizowano parking, a parkujące tu wycieczkowe busy zasłaniają widok.

Brama do getta

Brama getta

W niedalekiej odległości od synagogi znajdziemy oznaczenie wejścia do, znajdującego się w latach 40. XX wieku na terenie Grodna, getta.

Dom, w którym mieszkała Eliza Orzeszkowa

W tym domu w latach 1894-1910 mieszkała Eliza Orzeszkowa

Dzisiaj znajduje się w nim muzeum im. autorki, a w bliskim sąsiedztwie pomnik z jej popiersiem.

Cerkiew Opieki Matki Boskiej

Kanał Augustowski

Obszar bezwizowego ruchu obejmuje również białoruską część Kanału Augustowskiego, nad którym spędziliśmy nasz drugi dzień na Białorusi. Zaczęliśmy od ostatniej śluzy, czyli Niemnowo i poruszaliśmy się w kierunku granicy z Polską, by zakończyć podróż nad śluzą Dąbrówka.

Aby się dostać do obu śluz najprościej jest pojechać drogą w kierunki wsi Racicze, Świąck i Sopoćkinie. Następnie przejechać mostem na drugą stronę kanału i jadąc wzdłuż jego północnego brzegu na wschód dojedziecie do śluzy Dąbrówka, na zachód – do śluzy Niemnowo. Można również wybrać dojazd mniejszymi drogami od strony południowego brzegu i zacząć od śluzy Niemnowo, tak jak zrobiliśmy to my. Dojazd zajmuje znacznie więcej czasu, trzeba śledzić mapę ponieważ kierunkowskazy pojawiają się dopiero bliżej śluzy, ale jest to również okazja do przyjrzenia się wiejskiemu życiu na Białorusi.

Śluza Dąbrówka

Koniecznie zaopatrzcie się w Grodnie w prowiant – nie jest łatwo znaleźć karczmę czy nawet budkę z jedzeniem, a jeśli już się trafi to może nie być otwarta.

Białoruska sielanka

Wyjazd na Białoruś od strony formalnej – dokumenty, formalności na granicy, opłaty drogowe itp. opisywałam TUTAJ.

Nocleg
Mimo iż jedna ze znajomych ostrzegała mnie przed apartamentami (twierdziła, że raczej odbiegają w realu od oferty w internecie) zdecydowaliśmy się zaryzykować. Wynajęliśmy apartament Old City Apartments, który oddalony był od Placu Sowieckiego o 10-cio minutowy spacer. Nowy, czysty, ładnie urządzony, wyposażony we wszystkie niezbędne sprzęty. A cena jak za pokój w hotelu.

Write A Comment