Wietnam na widelcu – 18 potraw, których musisz spróbować

3

Wietnam to najlepszy kraj, aby rozpocząć przygodę z azjatyckim jedzeniem – jest najsmaczniej, najróżnorodniej, najaromatyczniej. Takich rzeczy się nasłuchałam, takich się naczytałam i uwierzyłam.

Wprawdzie swoją przygodę z azjatycką kuchnią zaczęłam od chińskiej (na szczęście!), to przekonały mnie te stwierdzenia i dlatego zafiksowałam się, aby odwiedzić Wietnam. Podróż do Wietnamu miała być więc kulinarną podróżą, podczas której przede wszystkim smakujemy lokalnej kuchni, a atrakcje turystyczne są do jedzenia jedynie dodatkiem. Jak żeśmy się podczas tej podróży rozczarowali… Nie, nie chcę tutaj stawiać tezy, że wietnamska kuchnia jest be. Bo nie jest. Nawet nam udało się w niej znaleźć kilka ciekawych pozycji, o których poniżej. Wietnamska kuchnia nas po prostu nie powaliła, a ponieważ oczekiwania mieliśmy wysokie, wróciliśmy do domu rozczarowani.

Zanim przejdę do opisywania tych kilku kulinarnych pozycji, które nas (a raczej mnie, bo byłam głównym testerem) zaciekawiły, słowem wstępu muszę wspomnieć, że wietnamska kuchnia jest inna w każdej części tego kraju. Są potrawy, których spróbujecie w środkowej części kraju, ale nie znajdziecie ich już na południu czy na północy. Inaczej są też przyprawiane i słynna pho podobno inaczej smakuje na północy niż na południu. Dlatego też przy poniższych potrawach znajdziecie również informację gdzie ich próbowałam.

Zaczynamy! Oto lista wietnamskich dań, których trzeba spróbować (ale nie zawsze warto).

#1 Pho

Uwierzycie, że przed Wietnamem nigdy nie jadłam pho? Serio. Jakoś mnie specjalnie nie pociągała, ale skoro byłam w mieście-stolicy pho (Hanoi) nie mogłam tej kultowej zupy nie spróbować. Wołowy bulion z makaronem i ziołami podała nam starsza Wietnamka w jednym z barów na Starym Mieście. Ot, zupa jak zupa. No dobre to jest, aromatyczne, sycące. Ale żeby oszaleć na jej punkcie? Nie moja bajka. (cena: 50 000 vnd za pho z wołowiną w Hanoi, 30 000 vnd za pho z kurczakiem na Cat Ba)

#2 Banh mi

banh mi, czyli wietnamska bagietka

Kolejny słynny przysmak z Wietnamu. Mogłabym rzec po prostu kanapka. Ot bagietka wypełniona mięsem i zieleniną – nie zachęcała mnie zupełnie. Ani gotowa kanapka nie wglądała apetycznie, ani jej składniki wyeksponowane na brudnym stoisku przy ulicy. Do czasu, aż zobaczyłam i spróbowałam banh mi w Hoi An Dopiero, i właściwie tylko, w tym mieście bagietki zaczęły wyglądać apetycznie i właśnie tutaj zamówiłam swoją pierwszą kanapkę z grillowaną wieprzowiną (lokal Bread Break, cena: 35 tyś vnd). Dostałam ciepłą bułkę wypełniona po brzegi chrupiącymi warzywami, aromatycznymi ziołami i świetnie przyprawionym, również ciepłym mięsem.

Ale żeby ten opis nie idealizował zbyt banh mi powiem wam, że nie każda tak smakuje. Zwykła banh mi kupiona przy ulicy czy na jakiejś stacji autobusowej będzie wprawdzie aromatyczna dzięki ziołom i sosom, ale mięso to przede wszystkich pocięta na kawałki słonina. (taką też jadłam, fuj)

#3 Nem Lụi

nem lui

Nem lui wyglądem przypominają bałkańskie cevapcici. Grillowane mięso wieprzowe nadziane na łodygi trawy cytrynowej podawane jest z papierem ryżowym, makaronem ryżowym, ziołami i warzywami do samodzielnego zawijania w spring rollsy. Jak to zrobić? Bierzemy kawałek papieru ryżowego, nakładamy nań mięso i jedną ręką przytrzymujemy mocno papier i mięso, by drugą ręką wyciągnąć łodygę. Następnie do mięsa dorzucamy trochę makaronu, ziół, ogórka, marchewkę i zwijamy ciasto w spring rollsa.

#4 Banh xeo

Słynny naleśnik wietnamski z krewetkami i warzywami, którego obowiązkowo chciałam spróbować. Musiałam źle trafić, bo mnie ta krzyżówka europejsko-indochińska rozczarowała. Było tłusto i bez smaku. Może Mui Ne to nie jest najlepsze miejsce na próbowanie banh xeo.

#5 Bánh Khoái

banh khoai

Zanim o banh khoai kilku słów o Hue, w którym po raz pierwszy nabrałam nadziei, że kulinarna podróż zostanie uratowana. W Hue potrawy i smaki mnie naprawdę zaskoczyły. Tutaj nabrałam apetytu na więcej wietnamskiej kuchni… okazało się, że niestety nie na długo.

Na banh khoai udałam się do restauracji Hanh – lokalu, który poleciła mi recepcjonistka w hotelu, ale który polecany jest też na kartach przewodnika Lonely Planet. Miejsce to odwiedzane jest przez wielu turystów, którzy mieszają się tutaj z lokalsami. Obsługa chyba przywykła do zdezorientowanych turystów, bo podczas serwowania dania stara się od razy wyjaśnić jak je jeść. A przyznaję, że bez tego wyjaśnienia można popełnić fax pas.

Banh khoai to chrupiący naleśnik, który po złożeniu na pół i wypełniony zostaje krewetkami i mięsem. Podawany jest z sałatą, warzywami, ziołami i sosem z orzeszków ziemnych. Jak jeść na banh khoai? Do miseczki wrzucamy kilka liści sałaty, zioła, warzywa, odłamany kawałek naleśnika i całość polewamy sosem. Następnie przy użyciu pałeczek mieszamy ze sobą składniki, tak by oblepił je sos orzeszkowy. Niebo w gębie. (cena: 25 000 vnd)

#6 Bánh Bèo (Hue)

banh beo

Obsługujący mnie kelner doradził, bym dla siebie samej zamówiła pól porcji banh beo. Kiedy jednak przyniósł mi danie byłam przekonana, że się pomylił, bo przyniósł mi aż 8 małych miseczek wypełnionych galaretowatym ciastem ryżowym. Na wierzchu każdej miseczki wylegiwały się kawałeczki krewetek i skwarek. Banh beo wygląda pięknie. A jak smakuje? Przed zjedzeniem zawartość miseczki podlewa się sosem rybnym, a potem wyjmuje się całość przy pomocy łyżeczki i zjada jednym kęsem. Bez sosu rybnego byłoby mdłe, natomiast ten nadaje daniu charakterystycznego słodkawego smaku. Ciekawa jest zawartość tych małych miseczek. Nie jest to danie, które miałabym ochotę zamówić drugi raz, ale na pewno warto tego spróbować. (cena: 60 000 vnd)

#7 Gỏi Cuốn Tôm Thịt i  #8 Nem Rán (Hue)

To dwa rodzaje spring rollsów – pierwsze to świeże ciasto ryżowe wypełnione gotowaną krewetką, wieprzowiną i makaronem ryżowym (cena; 40 000 vnd). Nem ran to smażona wersja spring rollsów wypełnionych farszem z wieprzowiny, grzybów, ziół i marchwi (cena; 45 000 vnd). Oba serwowane z sosem rybnym. Zdecydowanie bardziej smakowały mi te smażone – ciepłe i chrupiące były pyszne.

Gỏi Cuốn Tôm Thịt

#9 Bánh Lọc (Hue)

Gumiaste „ciasto” z tapioki z krewetką i wieprzowiną w środku. Całość zawinięta w liść bananowca. Byłam bardzo ciekawa tej potrawy i pożałowałam przy pierwszej próbie. Nie wiedziałam jak się za nie zabrać więc całe włożyłam do buzi, którą oblepiło mi od środka. Nie byłam w stanie tego gryźć czy rzuć. Kiedy dotarłam do wnętrza okazało się, że wieprzowinę reprezentuje słonina, a krewetka jest skorupce. I teraz wyobraźcie sobie, że mam to wszystko w buzi, a jeszcze muszę obrać krewetkę i wypluć jej skorupki. Ani doświadczenie jedzenia banh loc nie było przyjemne, ani mi to nie smakowało. (cena: 40 000 vnd)

#10 Banh Tran Truong, czyli wietnamska pizza (Hue)

Heh, wietnamska pizza nie była na liście dań, których koniecznie muszę spróbować, ale jak już się na nią natknęłam to czemu nie. Przyrządziła mi ją młoda dziewczyna na tzw. nocnym markecie pod mostem Truong Tien nad rzeka Perfumową. Okrągły papier ryżowy położyła na grillu, następnie wbiła nań jajo i dorzuciła trochę ziół. Po ścięciu jaja dodała trochę warzyw, mięso, które przypominało chorizo i zapiekała jeszcze kilka minut. Przed podaniem obficie polała majonezem i ketchupem, co kompletnie zepsuło to danie, bo jedząc wietnamską pizzę czułam na języku przede wszystkim smak tych dwóch sosów. Eksperyment nie wart próby. (cena: 20 000 vnd)

#11 Banh vac albo biała róża (Hoi An)

Najdelikatniejsze pierożki jakie w życiu jadłam. Wnętrze wypełnione krewetką, okraszone chrupiąca cebulką a przed zjedzeniem zanurzane w sosie rybnym. Specjalność w Hoi An, której musicie spróbować.

#12 Cao lầu (Hoi An)

Makaron z kawałkami wieprzowiny, chrupiącymi chipsami z boczku, ziołami, sałatą i kiełkami. Całość zanurzona w bardzo aromatycznym sosie. Danie skrapla się cytryną, a dla zaostrzenia smaku można dodać pastę z chilli. O ile lubię ostre potrawy, to do cao lau nie polecam dodawać ostrej papryczki, która po prostu zaburza bogaty aromat sosu. Jedno z niewielu pozytywnych zaskoczeń – cao lau jadlam w Hoi An codziennie. (cena: 55 000 – 85 000 vnd)

#13 Bun Cha

Na bun cha zabrała nas Hanna, autorka bloga Plecak i walizka, która jeszcze wtedy mieszkała w Sajgonie. Pysznych aromatycznych kotlecików mięsnych w rosole, podawanych z makaronem ryżowym, ziołami i nam (czyli chrupiącymi spring rollsami) spróbowaliśmy w wietnamskiej dzielnicy. I pewnie dlatego były takie dobre, bo zrobione przez Wietnamczyka dla Wietnamczyków. Wybaczcie, zapomniałam o zdjęciu ☹

#14 Ryba ucho słonia (nad Mekongiem)

ryba ucho słonia – przysmak z Mekongu

„Słoniowa ryba” czy „ryba ucho słonia’  to przysmak nad Mekongiem. Sam sposób jej podania jest na tyle ciekawy, że choćby dlatego warto skusić się na to danie. Zobaczcie sami na zdjęciu. A jak najlepiej ją jeść? Zawiniętą w papier ryżowy wraz z makaronem, ziołami, ogórkiem i ananasem. Przed ugryzieniem warto zanurzyć w sosie z tamaryndowca.

#15 Kawa po wietnamsku

Sam sposób parzenia kawy jest ciekawy, bo czy jej smak przypadnie ci do gustu to już kwestia indywidualna. Czy zechcesz pić kawę na gorąco czy na zimno z kostkami lodu, z mlekiem kondensowanym czy bez to też drugorzędna sprawa.

#16 Świeżo zmiksowane koktajle owocowe

wietnamski warzywniak – wybierz owoce, z których chcesz koktajl

Nie przepadam za owocami, ale kiedy jestem w kraju, w którym egzotyczne owoce dojrzewają i są gotowe do zjedzenia, od razu mam na nie ochotę. Tutaj owoce mają smak. W Wietnamie nie warto więc odmawiać sobie dawki witamin w postaci gęstego koktajlu ze świeżo zmiksowanych owoców. A najlepszym miejscem do zakupu takiego koktajlu są tzw. warzywniaki.

#17 Chè

składniki na słodki wietnamski deser chè

To taki dziwny deser. I w sumie nie da się powiedzieć tak na 100% z czego się składa, bo każdy może być inny. Stoisko z chè to stół z mnóstwem garów i mis wypełnionych różnorodnymi składnikami, od kolorowych galaretek, przez suszone i świeże owoce na czerwonej fasoli kończąc. Co wpadnie do twojego deseru zależy tylko od ciebie. Wszystko to jest zalewane mlecznym puddingiem, albo skondensowanym mlekiem albo mlekiem kokosowym.

Trafiłam na chè na wspomnianym wcześniej nocnym mini markecie w Hue, a ponieważ byłam na nim jedyną białą, moja przymiarka do tego deseru wzbudziła zdziwienie. Najpierw totalnie olała mnie pani sprzedająca deser – pewnie uznała, że się pomyliłam. Ostatecznie gdy mnie obsłużyła, w odróżnieniu od innych podała mi napój w plastikowym kubeczku – czyżby obawiała się, że go gdzieś porzucę? Ponieważ nie miałam pojęcia co z czym zmiksować poprosiłam by to ona skomponowała mój deser. Wybrała ostrożnie – galaretki i suszone owoce, mleko kokosowe, sporo lodu. Usiadłam na jednym ze stołków za stoiskiem i kiedy miałam zacząć jeść wszyscy dookoła skierowali wzrok w moim kierunku. 😊 Deser był bardzo słodki, czyli tak jak lubię, ciekawy dzięki różnorodnej konsystencji składników jakie się w nim znalazły, i orzeźwiający. Rozglądałam się za nim jeszcze w kilku miejscach, ale to był mój jedyny raz (a przyznam, że miałam ochotę na więcej). (cena; 20 000 vnd, ale mam poczucie że dla lokalsów był tańszy)

#18 Mango cake (banh xoai)

Na każdym rogu w Hoi An czai się kobiecina, która oferuje mango cake. Za każdym razem kiedy mijałam taką panią nabierałam coraz większej ochoty na to ciastko. Ależ się rozczarowała kiedy okazało się, że mango cake wcale nie jest z mango. Ciastko w formie niewielkiego pączka jest kleistej konsystencji, a w środku wypełnione masą z orzeszków ziemnych. Nic ciekawego poza nazwą (cena: 5 000 vnd)

(zjadłam a zdjęcia nie zrobiłam 🙁 )

Discussion3 komentarze

  1. Pingback: Wietnam - nasz plan podróży i propozycja zmiany | Tripowscy.pl - smaczny blog o podróżach

    • Monika
      Monika

      Oj, ktoś tu chyba nie przeczytał całego wpisu 🙂 Kilka dań mnie powaliło i do dzisiaj ślinka mi cieknie na wspomnienie o nich. Ale fakt, oczekiwania miałam znacznie większe…

Skomentuj, dyskutuj, wpisz swoje własne wrażenia