Wietnam to najlepszy kraj, aby rozpocząć przygodę z azjatyckim jedzeniem – jest najsmaczniej, najróżnorodniej, najaromatyczniej. Takich rzeczy się nasłuchałam, takich się naczytałam, więc poprzeczka postawiona została wysoko.

Wprawdzie swoją przygodę z azjatycką kuchnią zaczęłam od chińskiej, to przekonały mnie te opinie, które były głównym powodem dla którego chciałam odwiedzić Wietnam. Podróż do Wietnamu miała być więc kulinarną podróżą, podczas której przede wszystkim smakujemy lokalnej kuchni, a atrakcje turystyczne są do jedzenia jedynie dodatkiem. Na miejscu okazało się, że Wietnam ma do zaoferowania znacznie więcej niż kuchnia, bo z tą bywało różnie.

Jak w wielu krajach tak i w Wietnamie kuchnia zmienia się wraz z regionem. Z jednej strony to lubię, bo poza tym, że kuchnia jest nieodłącznym elementem regionu wiele o nim mówiącym to podczas podróży można wiele posmakować. Z drugiej strony jak coś mi bardzo zasmakuje to mam ochotę to jeść do ostatniego dnia, bo wiem, że w Polsce będzie ciężko znaleźć to samo danie z identyczną feerią aromatów.

Smaku i gusta to rzecz bardzo indywidualna i każdy sam powinien ocenić czy dana potrawa mu smakuje czy nie. Są jednak takie dania, które są podstawą danego kraju czy regionu, jego wizytówką (jak choćby rolada z kluskami śląskimi na Śląsku – można lubić bądź nie, ale zanim się zdanie wyrobi warto choć raz spróbować).

Zaczynamy! Oto lista wietnamskich dań, których wypada spróbować (oceń sam czy ci smakują czy nie, ja swoje zdanie pozostawiam poniżej jednak nie jest to prawda objawiona jedna i jedyna słuszna, a moja subiektywna ocena).

#1 Pho

Pho jest już bardzo znane w Polsce i pewnie trudno znaleźć osobę, której tej zupy jeszcze nie próbowała. Uwierzcie, że z kolei ja pierwszy pho jadłam właśnie w Wietnamie. Serio. Jakoś mnie specjalnie nie pociągała wcześniej, ale skoro byłam w mieście-stolicy pho (Hanoi) nie mogłam tej kultowej zupy nie spróbować. Wołowy bulion z makaronem i ziołami podała nam starsza Wietnamka w jednym z barów na Starym Mieście. Później próbowałam jeszcze pho w wersji z drobiem. Bo pho dostępne jest w zasadzie w całym kraju, a i bywa obecne w hotelowym menu śniadaniowym.

Nie można pho odmówić aromatu. Do tego raczej spora porcja, dużo makaronu i mięsa czynią ją potrawą sycącą. Ale żeby oszaleć na jej punkcie? Nie moja bajka. Ale wielbicie pho w Wietnamie będą w raju.

Cena 2018r.: 50 000 vnd za pho z wołowiną w Hanoi, 30 000 vnd za pho z kurczakiem na Cat Ba

 

#2 Banh mi

banh mi, czyli wietnamska bagietka

Kolejny słynny przysmak z Wietnamu. Można rzec ot po prostu kanapka, bagietka wypełniona mięsem i zieleniną. Rzeczywiście pierwsze banh mi jakiego próbowałam ze stoiska przy dworcu w drodze do tuneli Cu Chi nie zrobiła na mnie wrażenia. Do czasu, aż spróbowałam banh mi w Hoi An. Właśnie w tym mieście bahn mi mnie oczarowały. W Hoi An co i rusz będzie mijać miejsca wyspecjalizowane w banh mi albo kawiarnie, w których te kanapki kupicie do napoju. Wybór „farszy” jest znacznie większy niż na przydrożnych stoiskach i lepszy jakościowe (mięso chudsze). W Hi An zamówiłam swoją pierwszą kanapkę z grillowaną wieprzowiną (w lokalu Bread Break, cena: 35 tyś vnd). Dostałam ciepłą bułkę wypełniona po brzegi chrupiącymi warzywami, aromatycznymi ziołami i świetnie przyprawionym, również ciepłym mięsem.

 

#3 Nem Lụi

nem lui

Nem lui wyglądem przypominają bałkańskie cevapcici. Grillowane mięso wieprzowe nadziane na łodygi trawy cytrynowej podawane jest z papierem ryżowym, makaronem ryżowym, ziołami i warzywami do samodzielnego zawijania w spring rollsy. Jak to zrobić? Bierzemy kawałek papieru ryżowego, nakładamy nań mięso i jedną ręką przytrzymujemy mocno papier i mięso, by drugą ręką wyciągnąć łodygę. Następnie do mięsa dorzucamy trochę makaronu, ziół, ogórka, marchewkę i zwijamy ciasto w spring rollsa.

 

#4 Banh xeo

Słynny naleśnik wietnamski z krewetkami i warzywami, którego obowiązkowo chciałam spróbować. Musiałam źle trafić, bo mnie ta krzyżówka europejsko-indochińska rozczarowała, bo było przede wszystkim bardzo tłusto. Może Mui Ne to nie jest najlepsze miejsce na próbowanie banh xeo.

Może Mui Ne to w ogóle nie jest najlepsze miejsce – co myślę, o tej mieścinie możecie przeczytać we wpisie Rozczarowani Mui Ne.

 

#5 Bánh Khoái

banh khoai

Do Hue dojechaliśmy pod koniec pierwszego tygodnia naszej podróży i tutaj potrawy i smaki mnie naprawdę zaskoczyły. W Hue nabrałam apetytu na więcej wietnamskiej kuchni, bo wszystko czego tu spróbowała było albo pyszne, albo interesujące, albo intrygowało mnie tak bardzo, ze nawet gdy wiedziała że może być niewypałem to ta ciekawość potrawy intrygowała mocno.

Na banh khoai udałam się do restauracji Hanh – lokalu, który poleciła mi recepcjonistka w hotelu, i który polecany jest też na kartach przewodnika Lonely Planet. Miejsce to odwiedzane jest przez wielu turystów, którzy mieszają się tutaj z lokalsami. Obsługa chyba przywykła do zdezorientowanych turystów, bo podczas serwowania dania stara się od razy wyjaśnić jak je jeść. A przyznaję, że bez tego wyjaśnienia można popełnić fax pas.

Banh khoai to chrupiący naleśnik, wypełniony krewetkami i mięsem. Podawany jest z sałatą, warzywami, ziołami i sosem z orzeszków ziemnych. Jak jeść na banh khoai? Do miseczki wrzucamy kilka liści sałaty, zioła, warzywa, odłamany kawałek naleśnika i całość polewamy sosem. Następnie przy użyciu pałeczek mieszamy ze sobą składniki, tak by oblepił je sos orzeszkowy. Niebo w gębie. (cena: 25 000 vnd)

 

#6 Bánh Bèo (Hue)

banh beo

Obsługujący mnie kelner doradził, bym dla siebie samej zamówiła pól porcji banh beo. Kiedy jednak przyniósł mi danie byłam przekonana, że się pomylił, bo przyniósł mi aż 8 małych miseczek wypełnionych galaretowatym ciastem ryżowym. Na wierzchu każdej miseczki wylegiwały się kawałeczki krewetek i skwarek. Banh beo wygląda pięknie. Powiedzcie sami! A jak smakuje? Przed zjedzeniem zawartość miseczki podlewa się sosem rybnym, a potem wyjmuje się całość przy pomocy łyżeczki i zjada jednym kęsem. Bez sosu rybnego byłoby mdłe, natomiast ten nadaje daniu charakterystycznego słodkawego smaku. To danie nazwałabym ciekawym. Drugi raz nie mam potrzeby zamawiać, ale na pewno warto tego spróbować. (cena: 60 000 vnd)

 

#7 Gỏi Cuốn Tôm Thịt i  #8 Nem Rán (Hue)

To dwa rodzaje spring rollsów – pierwsze to świeże ciasto ryżowe wypełnione gotowaną krewetką, wieprzowiną i makaronem ryżowym (cena; 40 000 vnd). Nem ran to smażona wersja spring rollsów wypełnionych farszem z wieprzowiny, grzybów, ziół i marchwi (cena; 45 000 vnd). Oba serwowane z sosem rybnym. Zdecydowanie bardziej smakowały mi te smażone – ciepłe i chrupiące były pyszne.

Gỏi Cuốn Tôm Thịt

 

#9 Bánh Lọc (Hue)

Gumiaste „ciasto” z tapioki z krewetką i wieprzowiną w środku. Całość zawinięta w liść bananowca. Byłam bardzo ciekawa tej potrawy i pożałowałam przy pierwszej próbie. Nie wiedziałam jak się za nie zabrać więc całe włożyłam do buzi, którą oblepiło mi od środka. Nie byłam w stanie tego gryźć czy rzuć. Kiedy dotarłam do wnętrza okazało się, że wieprzowinę reprezentuje słonina, a krewetka jest skorupce. I teraz wyobraźcie sobie, że mam to wszystko w buzi, a jeszcze muszę obrać krewetkę i wypluć jej skorupki. Ani doświadczenie jedzenia banh loc nie było przyjemne, ani mi to nie smakowało. (cena: 40 000 vnd)

Chętnie poczytam w komentarzach jak wam się udało to danie rozbroić w bardziej elegancki sposób 🙂

 

#10 Banh Tran Truong, czyli wietnamska pizza (Hue)

Heh, wietnamska pizza nie była na liście dań, których koniecznie muszę spróbować, ale jak już się na nią natknęłam to czemu nie. Przyrządziła mi ją młoda dziewczyna na tzw. nocnym markecie pod mostem Truong Tien nad rzeka Perfumową. Okrągły papier ryżowy położyła na grillu, następnie wbiła nań jajo i dorzuciła trochę ziół. Po ścięciu jaja dodała trochę warzyw, mięso, które przypominało chorizo i zapiekała jeszcze kilka minut. Przed podaniem obficie polała majonezem i ketchupem, co kompletnie zepsuło to danie, bo jedząc wietnamską pizzę czułam na języku przede wszystkim smak tych dwóch sosów. Eksperyment nie wart próby moim zdaniem. (cena: 20 000 vnd)

 

#11 Banh vac albo biała róża (Hoi An)

Najdelikatniejsze pierożki jakie w życiu jadłam. Wnętrze wypełnione krewetką, okraszone chrupiąca cebulką a przed zjedzeniem zanurzane w sosie rybnym. Specjalność w Hoi An, której musicie spróbować. Pycha!

 

#12 Cao lầu (Hoi An)

Makaron z kawałkami wieprzowiny, chrupiącymi chipsami z boczku, ziołami, sałatą i kiełkami. Całość zanurzona w bardzo aromatycznym sosie. Danie skrapla się cytryną, a dla zaostrzenia smaku można dodać pastę z chilli. O ile lubię ostre potrawy, to do cao lau nie polecam dodawać ostrej papryczki, która po prostu zaburza bogaty aromat sosu. Jedno z bardzo pozytywnych zaskoczeń w Wietnamie (jakie to dobre!) – cao lau jadlam w Hoi An codziennie. (cena: 55 000 – 85 000 vnd)

Jak widzicie Hoi An kulinarnie wygrywa. Ale nie tylko. To piękne miasteczko, którego zdjęcia prezentuję we wpisie Foto migawki z Hoi An.

 

#13 Bun Cha

Na bun cha zabrała nas Hanka, autorka bloga Plecak i walizka, która jeszcze wtedy mieszkała w Sajgonie. Pysznych aromatycznych kotlecików mięsnych w rosole, podawanych z makaronem ryżowym, ziołami i nam (czyli chrupiącymi spring rollsami) spróbowaliśmy w wietnamskiej dzielnicy. I pewnie dlatego były takie dobre, bo zrobione przez Wietnamczyka dla Wietnamczyków. Wybaczcie, zapomniałam o zdjęciu ☹

W Warszawie na bun cha jeżdżę azjatycki targ na ulicy Bakalarskiej.

 

#14 Ryba ucho słonia (nad Mekongiem)

ryba ucho słonia – przysmak z Mekongu

„Słoniowa ryba” czy „ryba ucho słonia’  to przysmak nad Mekongiem. Sam sposób jej podania jest na tyle ciekawy, że choćby dlatego warto skusić się na to danie. Zobaczcie sami na zdjęciu. A jak najlepiej ją jeść? Zawiniętą w papier ryżowy wraz z makaronem, ziołami, ogórkiem i ananasem. Przed ugryzieniem warto zanurzyć w sosie z tamaryndowca.

Z kolei dlaczego aby zobaczyć życie nad Mekongiem należy pojechać do Ben Tre, przeczytacie w artykule Kokosowa kraina nad Mekongiem.

#15 Kawa po wietnamsku

Sam sposób parzenia kawy jest ciekawy, bo czy jej smak przypadnie ci do gustu to już kwestia indywidualna. Czy zechcesz pić kawę na gorąco czy na zimno z kostkami lodu, z mlekiem kondensowanym czy bez to też drugorzędna sprawa.

 

#16 Świeżo zmiksowane koktajle owocowe

wietnamski warzywniak – wybierz owoce, z których chcesz koktajl

Nie jestem fanką owoców i na co dzień jem ich małó, ale kiedy jestem w kraju, w którym egzotyczne owoce dojrzewają i są gotowe do zjedzenia, od razu mam na nie ochotę. Tutaj owoce mają smak. W Wietnamie nie warto więc odmawiać sobie dawki witamin w postaci gęstego koktajlu ze świeżo zmiksowanych owoców. A najlepszym miejscem do zakupu takiego koktajlu są tzw. warzywniaki.

 

#17 Chè

składniki na słodki wietnamski deser chè

To taki dziwny deser. I w sumie nie da się powiedzieć tak na 100% z czego się składa, bo każdy może być inny. Stoisko z chè to stół z mnóstwem garów i mis wypełnionych różnorodnymi składnikami, od kolorowych galaretek, przez suszone i świeże owoce na czerwonej fasoli kończąc. Co wpadnie do twojego deseru zależy tylko od ciebie. Wszystko to jest zalewane mlecznym puddingiem, albo skondensowanym mlekiem albo mlekiem kokosowym.

Trafiłam na chè na wspomnianym wcześniej nocnym mini markecie w Hue, a ponieważ byłam na nim jedyną białą, moja przymiarka do tego deseru wzbudziła zdziwienie. Najpierw sprzedająca dziewczyna totalnie mnie olała – pewnie uznała, że się pomyliłam 🙂 Cierpliwie wystałam swoje przed stoiskiem aż młoda Wietnamka zdecydowała się mnie obsłużyć. Ponieważ nie miałam pojęcia co z czym zmiksować poprosiłam by to ona skomponowała mój deser. Wybrała ostrożnie – galaretki i suszone owoce, mleko kokosowe, sporo lodu. Usiadłam na jednym ze stołków za stoiskiem i kiedy miałam zacząć jeść wszyscy dookoła skierowali wzrok w moim kierunku. 😊 Deser był bardzo słodki, ciekawy dzięki różnorodnej konsystencji składników jakie się w nim znalazły i zaskakująco orzeźwiający. Rozglądałam się za nim jeszcze w kilku miejscach, ale to był mój jedyny raz (a przyznam, że miałam ochotę na więcej). (cena; 20 000 vnd, ale mam poczucie że dla lokalsów był tańszy)

Jestem ciekawa waszych doświadczeń. A może zapomniałam o jakimś kultowym daniu, które powinno się w tym zestawieniu znaleźć?

8 komentarzy

  1. Ktoś kto lubi jeść i podróżować Reply

    Jak ja sie zgadzam z komentujacymi .. myślałem że tylko ja źle trafiłem. Ale napisze w skrócie.. typowy polaczek na wakacjach.. proponuje all inclusive … Dajcie sobie spokoj z podróżowaniem jedzeniem i pisaniem blogów jesteście poprostu nieszczęśliwi jak komuś może sprawiać dyskomfort poznawanie świata… Paprykarz i siedzieć w chacie..

  2. Rozumiem, ze blog to wyrazanie miedzy innymi swoich opini na rozne tematy ale czytajac panskiego stwierdzam ze albo ma pani wielkiego pecha w zyciu albo po prostu nie wie jak podrozowac 😉
    Wiekszosc sprobowanych potraw oceniona negatywnie wiele miejsc odwiedzonych rowniez. W Polsce schabowy schabowemu tez nierowny. W Wietnamie miejsce do jedzenia znajdziesz co kilkadziesiat czy kilkanascie metrow i w kazdym to samo danie bedzie prawdopodobnie smakowac inaczej. Przykladowo skosztowalem z polecenia w HCMC Banh Mi w bardzo czystym miejscu zadbanym i raczej tez znanym, – bagietka pyszna ale przebila ja inna kupiona przy ruchliwej drodze gdzies w nieznanej "zabitej dziurze" w drodze powrotnej z Tra Vinh. Zrobiona z miloscia przez babcie, ubozsza w skladniki i w o wiele mniej higienicznych warunkach ale smak taki ze zjadlem dwie.
    nie zawsze warto zagladac do kuchi czy nawet do tej kanapki bo skladniki czy warunki w jakich jedzenie jest robione moga zniechecic a w rzeczywistosci moze byc pyszne.
    czasem warto skrecic w uliczke siasc gdzies gdzie zaden bialy nie siedzi bo to jest prawdziwe poznawanie.
    ja wlasnie jestem z zona w wietnamie, pierwszy tydzien za nami pozostaly dwa, jezdzimy motorem juz zrobione ponad tysiac km. W tym czasie nocowalismy na wyspie An Binh (to jest prawdziwy Mekong) wczesniej wypilismy kawe i odwiedzilismy mala "fabryke" cukierkow kokosowych w Ben Tre – to przedsionek delty, potem Sa Dec (zaglebie kwiatow) przejazdem do Phong Dien gdzie nocowalismy i kanalami, rowniez tylko we dwojke lodzia dotarlismy do lokalnego targu rzecznego a potem tego duzego Cai Rang kolo Can Tho. A jakiz tam syf w tych kanalach i w tej rzece Boze zlituj sie… tylko widzi Pani, o tym syfie to czlowiek wiedzial zanim do wietnamu przylecial bo sie oczytal i przygotowal wiec zaskoczenia zadnego nie bylo, tak samo o ruskach w Mui Ne dowiedzialem sie w przewodniku i na necie. Jutro tam ruszamy z deszczowego dzis Da Lat, faktycznie szalu nie ma ale w drodze do Da Lat zjadlem znow w kurzu, spalinach i pocie swietne Banh Trang Nuong, calkiem przypadkiem bo tylek w siedzeniu juz bolal i 5 minut przerwy dobrze zrobil i tylkom i naszym zoladkom, w drodze do Dalat spalismy tez w moteliku w ciemnosciach znalezionym u pana ktory na motelik i dom zarobil w Rosji, kory ma zone w tejze Rosji a takze zone w Melbourne gdzie zyje jego brat w HCMC gdzie z matka zyje jego siostra i czwarta zona ktora jest teraz w trzecim miesiacu ciazy i mieszka wraz z nim przy moteliku. Drugiego dnia wciaz w drodze do Da Lat przejechalismy bezdroza i pokonalismy jedna z piekniejszych tras Wietnamu (trasa DT725 z Cat Tiem do Da Lat). Da Lat troszke zawiodl ale droga do niego to wynagrodzila.
    Nie wszystko jest piekne, smaczne i kolorowe ale ten obraz, gdzie dzieci wychodzace ze szkoly krzycza do ciebie hello, babcia sie cieszy bo zostawiasz jej 10 czy nawet 50 tysiecy dongow napiwku bo choc moze zdarla od ciebie 50 groszy wiecej niz od lokalsa to czy to az tak boli by o tym wspominac, a 50 tysi napiwku to o Jezusie cale 8 zlotych…
    Ja po tygodniu w Wietnamie mam pelno wrazen gdzie Pani po calym pobycie 75% niepowodzen i niezadowolenia🙂.
    Dla Pani zupa Pho to poprostu zwykly rosol dla innych dawka energii i kopniak w tylek na poczatek dnia…
    Odradzam dalsza podroz po azji pd-wsch. bo tam jest pod wieloma wzgledami podobnie, wiem bo bylem a w Kambodzy i Laosie jeszcze nie bylem ale juz sporo czytalem (zaznaczam).
    Zycze wiecej wyrozumialosci i troche skromnosci a podrozowanie bedzie radoscia i dobra nauka😉
    pozdrawiam
    tomek

    p. s.
    wow chyba zaloze bloga hehehehehe,
    jesli chetna to zapraszam na fb (tomasz kasielski) 😉😀

    • Monika Reply

      Ciekawe, że podpierając się moją oceną pho oceniasz cała moją osobę. Cieszę się, że jesteś miłośnikiem kuchni wietnamskiej, ja jestem zdecydowanie hummus-lover i to te smaki mi bardziej leżą. Uważam też, że ma mi prawo coś niesmakować, jak zakładam że są dania na świecie które nie smakują i tobie. Przeczytaj też cały wpis, bo gdzieś w środku pojawią się propozycje dla których dzisiaj wsiadłabym do samolotu do Hue lub Hoi An. Pokaż mi fragment, w którym zaglądam do kuchni (no może poza komentarzem do Cat Ba, ale przyznaj, czy ciebie zachęciłby szczur biegający po restauracji?), bo doskonale znam realia kuchni azjatyckiej i wiem, że im niższe stoliki, im bardziej na ulicy i lokalnie tym smaczniej. Nie znaczy to, że mam się zachwycać bułą pełną słoniny skoro mam porównanie do takiej, w której mięso było chude a aromat zieleniny czułam długo po jej zjedzeniu. Zachęcam również do ponownego przeczytania wpisu o Mui Ne, może doczytasz dlaczego mi się nie podobało. Ja też czytałam o Wietnamie przed wyjazdem i nawet jeśli się na pewne kwestie nastawiałam, nie znaczy, że nie mogę tego skomentować.
      Powodzenia z własnym blogiem!

  3. Ciężko się czyta ten wpis, czy to jest opis tego co WARTO spróbować? Raczej co jest fuj i be i brudne i w innym standardzie. Kompletnie nie mogę się zgodzić, kuchnia wietnamska jest jedą z najlepszych w Azji południowo-wschodniej, ceny są niskie a doprawienie niezwykle aromatyczne i świerze. Porównanie mam na świeżo z 6 innymi krajami Azjii i wypada bardzo dobrze. Pozdrawiam.

    • Monika Reply

      Nie wiem, w którym miejscu jest o brudzie. Że fuj i be tak, bo to subiektywny wpis. Ale może nie zauważyłaś, że jest tutaj też kilka zachwytów.

    • Monika Reply

      Oj, ktoś tu chyba nie przeczytał całego wpisu 🙂 Kilka dań mnie powaliło i do dzisiaj ślinka mi cieknie na wspomnienie o nich. Ale fakt, oczekiwania miałam znacznie większe…

Write A Comment